Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec”. Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.

 

Chyba każdy myśli po odczytaniu dzisiejszej Ewangelii o wdzięczności… To takie oczywiste… I ja również chciałbym się zatrzymać w tej refleksji nad wdzięcznością pod kątem gorliwości…

Dziesięciu nieuleczalnie chorych ludzi, wykluczonych z życia społecznego wołają, prosząc Jezusa o łaskę – wołają z wiarą, wychodząc Mu naprzeciw. Kiedy Jezus odsyła ich do kapłanów, dając tym samym odpowiedź – gdyż wedle Prawa Mojżeszowego trędowaty oczyszczony z trądu miał się stawić przed kapłanami – idą… Idą wypełnić Prawo, co stać się musi w ich odmienionej sytuacji, ale co też jest wyrazem odniesienia do Bożych zamysłów. Idą dać świadectwo uzdrowienia i zyskać świadectwo o autentycznym cudzie uzdrowienia z nieuleczalnej choroby…

Niemniej tylko jeden wychodzi poza tę prawną formę okazania wdzięczności – i jak gorliwie wołał, prosząc o uzdrowienie, tak gorliwie podąża z powrotem do Jezusa, aby wyrazić swoją wdzięczność…

A jak jest z naszą gorliwością w dziękowaniu? Prosząc, podejmujemy pielgrzymki, nowenny, posty…, a czy nie dziękujemy zbyt powierzchownie? Tyle gorliwości, aby coś uprosić, a tak marnie z okazaniem żarliwej wdzięczności… Uczmy się od tego Samarytanina ducha gorliwej wdzięczności!