Jezus powiedział do swoich uczniów: «Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie».

 

Pan Jezus wzywa do nieustannego oczekiwania, wyczekiwania, gotowości na spotkanie z Nim. 

Dzisiaj, kiedy tak wielu z nas przebywa w kwarantannach czy izolacjach, kiedy tak wielu choruje i żegna się z tym światem - to wezwanie można odczytać nawet jako ponaglenie do trwania na czuwaniu. 

Myślę, że nie ma co popadać w skrajne emocje, ale też trzeba mieć świadomość ograniczeń i kruchości ludzkiego życia.

Prawdziwe szczęście dopiero przed nami. Zatem to, co teraz nazywamy szczęściem, jest tylko maleńką, wręcz karłowatą namiastką prawdziwego szczęścia, które będzie udziałem czuwających i gotowych na spotkanie z Panem.

Czy ja w tym momencie swojego życia mogę powiedzieć o sobie, że czuwam, że staram się, że przynajmniej próbuję? Czy moje serce i dusza prawdziwie oczekują spotkania z Panem, o którejkolwiek porze przyjdzie?

Duchu Święty, obdarzaj mnie, proszę, potrzebnymi darami i pouczaj, jak pomimo ułomności i chwiejności ludzkiej natury troszczyć się o gotowość swoją i ludzi, których stawiasz na mojej drodze, abyśmy mogli wspólnie dostąpić szczęścia ucztowania z Panem.