Jakub przywołał swoich synów i powiedział do nich: «Zbierzcie się i słuchajcie, synowie Jakuba, słuchajcie Izraela, ojca waszego! Judo, ciebie sławić będą bracia twoi, twoja bowiem ręka na karku twych wrogów! Synowie twego ojca będą ci oddawać pokłon! Judo, młody lwie, na zdobyczy róść będziesz, mój synu: jak lew się czai, gotuje do skoku, do lwicy podobny, któż się ośmieli go drażnić? Nie zostanie odjęte berło od Judy ani laska pasterska zabrana spośród jego kolan, aż przyjdzie Ten, do którego ono należy, i zdobędzie posłuch u narodów!»

 

Pierwsze, co ciśnie mi się na usta, gdy słucham testamentu patriarchy Jakuba, to pytanie, czy aby na pewno starzec wie, co mówi…

Oczywiście historia Izraela i niezwykle szeroka perspektywa zbawienia uspokaja ten pierwszy gniew i sprzeciw wobec takiego błogosławieństwa dla syna, który w swoim ojcu zabił swojego brata. Przecież wiemy z wcześniejszej lektury Księgi Rodzaju, że to Juda wmówił Jakubowi, że Józef, najmłodszy z braci, nie żyje – choć to właśnie ten sam Juda namówił pozostałych, by Józefa sprzedać kupcom izmaelskim… A późniejszy komentarz biblijny zachowania Judy ukryty między wersami nie pozostawiał na nim suchej nitki.

Dlaczego zatem Juda? Dlaczego w tej linii rodowej pojawi się Jezus, zwany Chrystusem?

Może dlatego, że dar miłosierdzia jest potężniejszy od mysterium iniquitatis (tajemnicy nieprawości) i „wszędzie tam, gdzie grzech zbierał wielkie żniwo, łaska okazała się potężniejsza”? (por. Rz 5,20b tłum. NPD)

Ostatecznie odpowiedzią będzie właśnie Boże Narodzenie… Stąd moja głęboka i wciąż umacniana nadzieja, że i do mnie Chrystus przyzna się przed swoim Ojcem, skoro ten sam Jezus wskaże na Judę jako swojego przodka…