W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus, podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: «Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się wypełniło Pismo. Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie».

 

Pragnieniem Jezusa jest to, abyśmy żyli w prawdzie. Tą prawdą jest On sam. Jeżeli Go szukamy w życiu, to odkrywamy także prawdę. Nie chodzi tutaj bynajmniej o jakąś ideę prawdy, którą próbują zdefiniować filozofowie, ale o prawdę dającą życie. Syn Boży, który mówi o sobie, że jest Prawdą, jest także życiodajnym krzewem, z którego czerpiemy to, co jest nam konieczne do życia. 

Odkrywając prawdę o Bogu, odkrywamy także prawdę o nas samych. Bo Bóg jest światłością, która oświeca, a w świetle widzimy wszystko wyraźniej i dokładniej. 

Człowiek, który zna prawdę o sobie samym, wie, kim jest, co jest jego mocną stroną, a w czym ma problem. Może on bardziej świadomie przeżywać swoje życie, a relacje z innymi jest w stanie układać w sposób stabilny i przejrzysty. 

W jaki sposób możemy osiągnąć pełnię prawdy? Zapewne tutaj na ziemi jest to nie do końca możliwe. Możemy jedynie iść drogą prawdy i poddawać się światłu płynącemu od Boga. Ale jednego możemy być pewni: idąc w Bożym świetle, nigdy nie zboczymy z właściwej drogi, choć oczywiście wędrówka ta będzie wymagająca, a droga w niektórych jej odcinkach – kamienista i kręta.