Mojżesz, wstawszy rano, wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan, i wziął do rąk tablice kamienne. A Pan zstąpił w obłoku, i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Pana. Przeszedł Pan przed jego oczyma i wołał: «Pan, Pan, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność». Natychmiast Mojżesz skłonił się aż do ziemi i oddał pokłon, mówiąc: «Jeśli darzysz mnie życzliwością, Panie, to proszę, niech pójdzie Pan pośród nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz nasze winy i nasze grzechy, a uczynisz nas swoim dziedzictwem».

 

Kiedy znajdujemy codziennie czas na spotkanie z Przenajświętszym, jak to robił Mojżesz, poznajemy Go coraz lepiej. On powoli odkrywa się przed nami, mówiąc, kim jest i jaki jest. Tak nawiązuje się najpierw znajomość, potem przyjaźń i w końcu miłość. I przechodząc kolejno te etapy, rzeczywiście odkrywamy prawdziwe oblicze naszego Pana. Nie jest On ani krwawy, ani bezkrytycznie pobłażliwy. Nie jest dręczycielem ani wychowującym bezstresowo. Imię Jego – MIŁOŚĆ.