Napisałem do was, dzieci, że znacie Ojca, napisałem do was, ojcowie, że poznaliście Tego, który jest od początku, napisałem do was, młodzi, że jesteście mocni i że nauka Boża trwa w was, i zwyciężyliście Złego. Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki.

 

Trudno w tych ostatnich dniach słuchać słów wypowiadanych przez Jana, bo trafiają w sedno: wczoraj usłyszałem, że jestem kłamcą, kiedy mówię, że znam Boga, a nie przestrzegam Jego przykazań. Dzisiaj słowo odsłania moją pożądliwość ciała, oczu i szczególnie pychę mojego życia. Tak często Bóg jest totalnie zasłonięty moim ego, tak często okradam Boga z należnej Mu chwały, kiedy sobie przypisuję działanie łaski, tak często to ja jestem ważniejszy od Niego i od drugiego człowieka. Pycha tego życia dzień za dniem się panoszy po moim domu i co najgorsze – nieraz czuje się jak u siebie. Tak jej dobrze u mnie. 

Ale jest dobra nowina w tym słowie: „dostępujemy odpuszczenia grzechów w imieniu Pana”. To imię, które jest ponad wszelkie inne imię, ma moc oczyszczenia mnie, ma moc wyrwania mnie z tej niewoli własnego „ja”, ma moc otworzenia moich dłoni w geście przyjmowania, a nie tylko dawania. Kiedyś przeczytałem, że przeciwieństwem grzechu nie jest cnota, ale uwielbienie – oddanie Bogu należnej Mu chwały. Dlatego dzisiaj nie tyle chcę zdobywać cnotę powściągliwości, przeciwstawiając ją grzesznej pożądliwości, nie tyle chcę pracować nad pokorą, która ma przezwyciężyć moją pychę, ale chcę wznieść moje serce ku Panu i Go uwielbiać, oddać Mu cześć, wyśpiewać Jego święte imię, w którym jest zbawienie: „Jezus, Jezus, Jezus…”.