Jezus powiedział do swoich uczniów: «Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie».

 

Dzisiejszy fragment Ewangelii stanowi część dłuższej mowy Jezusa, jaką wygłosił do obecnych w świątyni po triumfalnym wjeździe do Jerozolimy. Spotykają Go tam ciągłe ataki za strony faryzeuszów i uczonych w Piśmie, którzy chcą podważyć Jego bóstwo i Jego mesjańską misję. Dzisiejsza mowa Jezusa jest Jego reakcją na słowa tych, którzy zachwycali się pięknem świątyni jerozolimskiej przyozdobionej szlachetnymi kamieniami i darami. Jezus zwraca im uwagę, że z tego, na co patrzą, nie pozostanie kamień na kamieniu (por. Łk 21, 5–6). Zapowiada tym samym zburzenie świątyni przez Rzymian, które nastąpiło w 70 roku. Dalej kreśli przed słuchaczami panoramę tragicznych wydarzeń, jakie będą miały miejsce w historii ludzkości. Będą one dotyczyć wojen i rozruchów pomiędzy narodami, ale także wzajemnych nienawiści, podziałów, osądów i zdrad w gronie najbliższych, nawet członków rodziny czy domowników. Ci, którzy pójdą za Jezusem, będą oskarżani zarówno przez władzę religijną, reprezentowaną w słowach Jezusa przez „synagogę”, jak i władzę świecką opisaną przez Jezusa w osobach „królów i namiestników”. Istotny jest fakt, który Jezus bardzo podkreśla, że powodem tych ataków będzie „imię Jezusa”.

To bardzo ważne, aby w naszym życiu dobrze rozeznać powód naszego cierpienia, bo nie zawsze jest nim „imię Jezusa”. Czasem cierpimy z powodu własnych grzechów, z powodu własnego egoizmu czy też własnej lekkomyślności. Jezus mówi o prześladowaniu ze względu na Jego imię, a to znaczy, że będzie to cierpienie wynikające z przyjęcia przez nas Jego sposobu życia. Zwróćmy uwagę, że Jezus cierpiał ze względu na imię Ojca, bo głosił to, czego nauczył się i co usłyszał od Ojca… Nasze cierpienie z powodu „imienia Jezusa” w rzeczywistości jest zawsze  dla nas ogromną łaską, bo pozwala nam mieć udział w losie Syna Bożego, który pierwszy był odrzucony przez ludzi najbardziej religijnych oraz przez reprezentantów władzy świeckiej.

Jezus przestrzega swoich uczniów i kładzie im to mocno na serce, aby „nie przygotowywali wcześniej swej obrony”. To On sam ma być dla nich mocą i obrońcą. Uczeń Jezusa ma się wyrzec polegania na sobie, na własnym sprycie, mądrości, elokwencji itd. Może dlatego, że ma on „walczyć” mocą Chrystusową, a jest nią miłość. Chrystus umiał „walczyć” tylko mocą miłości, do której żaden człowiek nie jest zdolny sam z siebie. Sami z siebie umiemy tylko bronić własnego życia, a nie oddawać własne życie za braci, tak jak zrobił to Chrystus. Warto zauważyć, że zanim Chrystus zaczął tę swoją mowę, ukazał uczniom przykład takiego zdania się za Boga, takiego zawierzenia Bogu – to uboga wdowa, która do świątynnej skarbony wrzuciła ostatnie dwa pieniążki, jakie posiadała (Łk 21, 1–4)…

Ponadto Jezusa zapowiada uczniom, że prześladowania z powodu Jego imienia nie ominą ich nawet ze strony najbliższych. Ale jednocześnie zapewnia, iż pod skrzydłami Jego opieki nawet najmniejsza krzywda ich nie dosięgnie (nie spadnie im z głowy nawet jeden włos). Możemy zadać sobie pytanie, czy Jezus mówi prawdę. Przecież życie pokazuje nam coś zupełnie innego. Co więcej, jeżeli popatrzymy na Jego śmierć na krzyżu, to słowa Jezusa mogą się wydać kpiną i kłamstwem. Czy jednak Ojciec Niebieski nie ocalił Jego życia, czy nie wyprowadził Go z grobu jako zwycięzcy śmierci, jako „zabitego Baranka, który żyje na wieki”? Czy nie przemienił Jego umęczonego ciała w ciało zmartwychwstałe i uwielbione? Jakże bardzo potrzeba nam wiary w moc słów Jezusa! Jakże potrzeba nam miłości umacniającej tę wiarę – miłości, która: „wszystko wytrzymuje, wszystkiemu wierzy, wszystkiemu ufa, wszystko przetrwa i nigdy się nie kończy” (1 Kor 13, 7–8a)!