I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

 

Nie za bardzo mogę sobie wyobrazić jak w praktyce wyglądało „bieganie po całej okolicy” ludzi, którzy chcieli przynieść do Jezusa chorych, aby ich uzdrowił. Czytamy, że Jezus „wchodził do wsi”, czyli się przemieszczał, zmieniał miejsca swojego pobytu. Nie było naszych komunikatorów ani GPS, aby łatwo Go zlokalizować. Czy oni szli z chorym, niosąc go na noszach, aż dogonili Jezusa? Na pewno tragarze byli bardzo zdeterminowani, mieli „interes”. Dlaczego choć pogoń za Jezusem była interesowna, to On uzdrawiał chorych? Czytając dzisiejszy tekst Ewangelii dostrzegam wiarę tych, którzy z chorymi przychodzili do Jezusa. Oni prosili „aby (chorzy) choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć”. W ich wierze widzę uzasadnienie odzyskiwania zdrowia przez tych, którym służyli.