Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna».

 

To, co Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii do swoich uczniów, jest co najmniej zadziwiające. Z Jego słów wynika bowiem, że nie kocha On uczniów sam z siebie, ale kocha ich miłością, jaką najpierw został umiłowany przez Ojca! Oto Chrystus, który, jak wierzymy, jest czystą miłością, sam został umiłowany przez Ojca i mocą tej miłości może kochać ludzi.

Tym samym Jezus objawia nam pełną prawdę o istocie miłości: ona jest jednocześnie przyjmowaniem i dawaniem, jest tak naprawdę ciągłym przepływem. Nie da się jej wygenerować z siebie i zatrzymać dla siebie i w sobie. Aby kochać, trzeba być umiłowanym! Jednocześnie, doświadczając umiłowania, natychmiast obdarza się nim innych! To fundamentalna prawda o naszym życiu, która ma swoje konsekwencje we wszystkich jego wymiarach.

Chrześcijaństwo bowiem nie jest drogą do osiągnięcia doskonałej miłości, jak często myślimy. Ono jest czymś dokładnie odwrotnym: jest drogą, w której pełnia miłości jest punktem wyjścia! Zostaliśmy umiłowani miłością Ojca do końca i dopiero to doświadczenie rozpoczyna w nas nowe życie, które polega na przekazywaniu tej miłości dalej, na wszystkich naszych braci. Jedynym naszym zadaniem jest trwanie w tej miłości, co inaczej można przetłumaczyć: pozostawaniem, przebywaniem w niej. Tylko wtedy, gdy przebywanie w miłości Ojca stanie się naszym sposobem istnienia, będziemy w stanie kochać i nasza radość będzie pełna.