Żydzi sprzeczali się między sobą mówiąc: „Jak On może nam dać swoje ciało na pożywienie?” Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, trwa we Mnie, a Ja w nim. To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił. Nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.

 

W jaki sposób wierzymy w Boga? Jak Mu ufamy? Może pragniemy poprzez nasze zmysły dotknąć Go, powąchać, posmakować, zobaczyć. A może jesteśmy od tego dalecy. Może mamy ochotę odejść i zostawić to, co Boskie, wielkie, powtarzając w myślach: „trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać” (J 6, 60). Bo ten świat dzisiaj tak nas wciąga, że żyjemy tym, co daje kolejny dzień, często nie myśląc o Jezusie.

Czy zdołamy fizycznie dotknąć miłości w sercu drugiego człowieka, zważyć jego zaufanie, wyciąć z niego dobroć? A przecież wierzymy, że człowiek to wszystko ma. 

I tak samo z Bogiem – nie zważymy Go, nie przytulimy rękoma do siebie, ale On Bóg jednak JEST. A zatem chyba warto Mu zaufać. Bo do kogo pójdziemy, Panie, do kogo nasze ścieżki prowadzą? Tylko Ty masz słowa życia wiecznego dla nas.