Przyszli do Jezusa Jego matka i bracia, lecz nie mogli się dostać do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: „Twoja matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą”. Lecz On im odpowiedział: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”.

 

Relacje, te codzienne, zwyczajne, pomiędzy najbliższymi w domu obejmują nie tylko słowa, ale i bardzo swoisty język gestów wypracowany przez domowników, również porozumiewanie się bez słów. Tam, gdzie miłość odnawia się i wzrasta w sercach małżonków, dzieci, rodzeństwa, kochający się mogą i chcą odkrywać także swoje myśli i pragnienia. Czasami nawet wyprzedzają się w czynieniu tego, co dobre dla drugiego.

S. Anna Bałchan śpiewa w jednej ze swych piosenek: „Dobrze, że jesteś, bo czułe myśli mam komu wysłać…”. Nie jest tu powiedziane wprost, ale myślę, że można widzieć w tym tekście błysk dialogu miłości pomiędzy ludźmi – np. w rodzinie, między przyjaciółmi, ale i pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Obecność, dobra obecność to fundament rodziny.

Jezus widzi swoich uczniów, swój Kościół jako rodzinę, gdzie słuchamy Jego słów, odkrywamy Jego pragnienia i wcielamy je w życie. Wtedy Chrystus jest jak Oblubieniec, który cieszy się z pięknych kroków, słów, jak i samego wyglądu Oblubienicy.

Ale Jezus mówi coś więcej: „Moją matką i moimi braćmi są…” (Łk 9,21). Jezus chce być przez nas „noszony” w sercu i „zrodzony” jak Słowo w Betlejem – ubogie, bezbronne, ale posiadające moc stwarzania wszystkiego na nowo. Pragnie, abyśmy byli odpowiedzialni za Słowo zrodzone, Ono przecież chce wzrastać pomiędzy nami. Jesteśmy jak bracia dla Jezusa, kiedy rozumiemy Go bez słów, na co dzień i wtedy, kiedy dzieje się coś ważnego. Brat od brata może przyjąć bezinteresownie każdą prośbę i odpowiedzieć w sposób pomysłowy, hojny i radosny.