Przez cały dzień Jezus nauczał w przypowieściach. Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do uczniów: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”.

 

Gdzie rodzi się brak wiary? Co jest jego przyczyną? Najgłębszą przyczyną tego stanu rzeczy jest nieufność wobec Boga. Każdy grzech, jaki popełniamy, a szczególnie ciężki, wstrzykuje w nasze serce jad nieufności, która walczy z naszym zaufaniem Bogu jak najgorsza, najniebezpieczniejsza infekcja. Można być blisko Jezusa jak apostołowie i ciągle być zarażonym tym straszliwym wirusem nieufności. Dlaczego mimo bliskości Zbawiciela ciągle może brakować wiary? Bo jeśli w naszym sercu są pragnienia, marzenia, oczekiwania, które, nie będąc oczyszczane, popychają nas do niecierpliwości wobec Boga, a nawet pretensji, to nie potrafimy zaufać. Każde niebezpieczeństwo, każda trudność wywołują w nas panikę.

Prośmy więc Ducha Świętego, by uzdalniał nas do takiego zaufania, jakie mieli Abraham i jego żona Sara, która "uznała za godnego wiary Tego, który udzielił obietnicy" (Hbr 11, 11), który przemienił  także bojaźliwe serca apostołów, które – wyzwolone z wszelkiego lęku – poprowadziły ich do najwyższego świadectwa niezachwianej ufności Zbawicielowi.