Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi". Jan dał takie świadectwo: "Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: "Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym". Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym”.

 

Dzisiejsze spotkanie Jana z Jezusem jest punktem kulminacyjnym jego posłannictwa. Prorok dojrzewał do tej chwili przez długi czas, rozpoznając znaki czasu. Ta wewnętrzna uczciwość Jana sprawiła, że bez większego problemu rozpoznał w Jezusie Zbawiciela. Uczeni w Piśmie, choć większą część swojego życia poświęcili studiowaniu Biblii, przyjęli Jezusa jedynie jako syna Józefa i Maryi. Jan natomiast, który nie miał możliwości uczęszczać do rabinackich szkół, daje nad Jordanem przekonujące świadectwo o tym, że Jezus z Nazaretu jest Bożym Barankiem, który przyszedł na ziemię, aby wypełnić wolę Ojca i dokonać odkupienia człowieka.

Okazuje się, że wiedza, choć tak bardzo istotna dla rozwoju ludzkości i świata, nie zawsze potrafi być na usługach prawdy. Czasami otaczającą nas rzeczywistość trzeba nauczyć się „czytać” sercem. Tak pięknie mówił o tym do niewiast św. Jan Paweł II: „Kobieta, bardziej niż mężczyzna widzi człowieka, ponieważ widzi go sercem”. Może warto częściej i w naszym ziemskim pielgrzymowaniu patrzeć na Boga i na drugiego człowieka sercem. Gdyby Jan poszedł drogą faryzeuszy i saduceuszy, nie byłby w stanie nad Jordanem dać świadectwo o Jezusie Chrystusie. Nie wypełniłby zleconej mu przez Boga misji. Tylko pokora i „patrzenie” sercem pozwalają nam nie tylko zobaczyć Baranka Bożego, ale przede wszystkim w Niego prawdziwie uwierzyć. A to ogromna różnica.