W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: «To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają». Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wtrącić do więzienia z powodu Herodiady, żony brata jego, Filipa. Jan bowiem upominał go: «Nie wolno ci jej trzymać». Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka. Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła wobec gości córka Herodiady i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę powiedziała: «Daj mi tu na misie głowę Jana Chrzciciela!» Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posławszy więc kata, kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczynie, a ona zaniosła ją swojej matce. Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi.

 

Co jesteś w stanie „poświęcić” dla Boga? Gdyby przyszło coś oddać, co dałbyś Temu, który stworzył cały świat? Niektórym, szkoda nawet 45 minut na niedzielną Eucharystię, kilku minut na codzienną indywidualną modlitwę.

Jan Chrzciciel, za stanie wobec prawdy, po stronie Boga oddał życie. Został z zawiści i nienawiści zabity. To cena, jaką zapłacił za wierność Bogu. Życie, w ziemskim rozrachunku, nie było dla niego najwyższą wartością. Najwyższą wartością, dla której żył i pracował był jedynie Bóg. Dla Niego też umarł.

Dzisiaj nikt nie musi, przynajmniej na razie, oddawać życia w imię Boga. Ma, co jedynie dawać Mu dowód wierności i o Nim świadczyć. Jak wypełniamy to zadanie?