Gdy Jezus z uczniami szedł drogą, ktoś powiedział do Niego: «Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz». Jezus mu odpowiedział: «Lisy mają nory i ptaki podniebne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć». Do innego rzekł: «Pójdź za Mną». Ten zaś odpowiedział: «Panie, pozwól mi najpierw pójść pogrzebać mojego ojca». Odparł mu: «Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże». Jeszcze inny rzekł: «Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu». Jezus mu odpowiedział: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego».

 

Jezus stawia przed swoimi uczniami wymagania. Jeśli ktoś chce pójść za Nim w sposób całkowity, powinien liczyć się z pewnymi niedogodnościami. Być może, że nigdy nie będzie miał swojego własnego domu i będzie żył z dala od najbliższych. Będzie musiał wyprzeć się tego, co w życiu jest czymś najbardziej podstawowym, jak posiadanie rodziny, dzieci i majątku. W zamian otrzyma władzę nad złymi duchami, moc uzdrawiania z chorób, stąpania po wężach jadowitych  i możliwość przebywania w bliskiej obecności Pana (por. Łk 10, 19). 

Idąc drogą powołania kapłańskiego czy zakonnego, doświadczamy tego, co zapowiedział Jezus. Jesteśmy ciągle w drodze. Zapieramy się tego, co ludzkie, aby dojść do tego, co duchowe i nieśmiertelne. Czerpiemy radość, widząc, jak Bóg działa poprzez naszą posługę, a jednocześnie wciąż musimy pracować nad własnymi słabościami. 

Słowa Boskiego Mistrza z dzisiejszej Ewangelii nie są jakąś tanią reklamą bycia apostołem. Są konkretne i osadzone w realiach życia. I jeśli ktoś z czytających je zastanawia się nad pójściem za Jezusem, niech będzie świadomy, co go czeka. Bycie apostołem to wielka radość i przywilej, ale to także surowe wymagania.