Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.

 

Piosenkę Czerwonych Gitar, rozpoczynającą się o słów "Jest taki dzień...", zna pewnie każdy? Idąc tym tropem, to jest taka Osoba, której narodziny "gaszą wszystkie spory".

Wszystko jest jednak piękne i cukierkowe, dopóki Jezus jest Dzieciątkiem. Jest "fajnie": zapalamy światełka na choinkach, dajemy sobie prezenty, składamy życzenia... Świat zaczyna mieć jednak problem, kiedy Jezus się "starzeje" i zaczyna nauczać, zaczyna być znakiem sprzeciwu. Na szczęście przez Jezusa nie tylko przychodzi "upadek wielu", ale dla nas chrześcijan, Jezus jest przede wszystkim tym, który pozwala na "powstanie"!