Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: «Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego». Po tych słowach wyzionął ducha. Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: «Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał».

 

Odrzucony przez naród, zdradzony i wyszydzony, Jezus umiera na krzyżu. Umiera z imieniem Ojca na ustach. Do Niego kieruje ostatnie westchnienie, ostatnią myśl i słowo. To wyjątkowo mocna podpowiedź oraz zachęta ze strony Jezusa, z myślą o naszej ostatniej chwili życia, która przeprowadzi nas do życia wiecznego, do chwały zmartwychwstania.

Słowo Ojciec, odniesienie się do Ojca, spina jak klamra pierwsze (por. Łk 2,49) i ostatnie słowa ziemskiego życia Jezusa, pozostawione nam przez św. Łukasza. To nie może być przypadek. 

Trzeba nam tak żyć, aby wszystko było podporządkowane woli Ojca Niebieskiego. O Nim myśleć, do Niego się zwracać i ufać Mu, że chce nas poprowadzić przez doczesne życie na spotkanie z sobą w wieczności. On chce, abyśmy przez dany nam czas ziemskiego życia wzrastali w miłości do Niego i ludzi, rozwijali swoje talenty i czynili dobro, bo jesteśmy dziećmi Dobrego Boga, naszego Ojca.