Przyprowadzono do Jezusa opętanego niemowę. Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: «Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu!». Lecz faryzeusze mówili: «Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy». Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo».

 

Jezus jest w drodze. Obchodzi miasta i wioski, w których głosi Dobrą Nowinę i uzdrawia. A przecież mógłby jednym aktem swej woli wszystkich chorych i cierpiących uzdrowić, a zniewolonych uwolnić. Mógłby. Co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości.

Ale Jezus nade wszystko naucza słowem i przykładem życia. On przyszedł na ziemię, aby wypełnić wolę Ojca, który pragnie zbawienia wszystkich ludzi (por. J 4,34). Jezus stał się człowiekiem, aby swoim życiem pokazać nam miłość Ojca (por. J 14,9). On w końcu przyszedł dać świadectwo prawdzie (por. J 18,37).

Dlatego zależało Mu na bezpośrednim kontakcie z człowiekiem, dlatego chciał dotrzeć do wielu, aby usłyszeli na własne uszy Jego przepowiadanie i zobaczyli na własne oczy Jego czyny miłosierdzia.

Nie unika świątyni i innych miejsc modlitwy, ale też nie ogranicza się do tych miejsc spotkania z Bogiem. Wychodzi do ludzi i pośród nich głosi Słowo oraz uzdrawia. I takie zadanie pozostawia swoim Apostołom i kolejnym następcom. Wie, że tego bezpośredniego spotkania, osobistego świadectwa nic nie zastąpi. I dlatego boleje, że ciągle za mało jest robotników na żniwie Pana.

Módlmy się za tych, których Bóg powołuje do swojej winnicy.