W pierwszy dzień Przaśników, kiedy ofiarowywano Paschę, Jezus, gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił napoju z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić będę go nowy w królestwie Bożym».

 

Dwie refleksje mnie nachodzą, kiedy rozważam dzisiejsze święto i przeznaczoną na ten dzień Ewangelię. 

Po pierwsze czytamy dziś opis ustanowienia Eucharystii w zapisie świętego Marka, opis bardzo krótki, wręcz lakoniczny. Nie ma w nim zbędnych słów, jest prosty, a jednocześnie pełen napięcia, tajemnicy. Jakby ewangelista chciał podkreślić, że najważniejszego w tej scenie nie da się opowiedzieć, wyrazić słowami, bo przechodzi to ludzkie pojmowanie. Widzimy Jezusa jedzącego wieczerzę ze swoimi uczniami, spełniającego rytualne przepisy Święta Przaśników, a jednocześnie czujemy, że najważniejsze umyka nam, dzieje się poza nami, pomiędzy odwiecznym, miłującym Ojcem a kochającym, oddanym Synem. I w tę tajemnicę Jezus nas włącza, oddając nam swoje Ciało i swoją Krew jako pokarm. 

Druga refleksja związana jest z dzisiejszym świętem – Jezusa Najwyższego Kapłana. O księżach mówi się dużo i często. Albo same najgorsze rzeczy, albo wręcz przeciwnie, traktuje się ich jako lepszych od innych. Jedna i druga tendencja jest zła i obie w równym stopniu szkodzą samym księżom. Na jedną i drugą skrajność lekarstwem jest dzisiejsze święto. Z jednej strony przypomina nam o godności kapłanów, przede wszystkim jako szafarzy sakramentów. Z drugiej przypomina, że nie czynią tego swoją mocą, ale mocą Jezusa Chrystusa – Najwyższego i Wiecznego Kapłana. 

P.S. Chciałabym na koniec w tym dniu pozdrowić serdecznie „moich” kapłanów, za których modlę się z racji adopcji w ramach Dzieła Duchowej Adopcji Kapłanów. Drodzy księża, dziękuję, że jesteście!