Po swoim zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Jedenastu i powiedział do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: W imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie».

 

Trudno dzisiaj wyrokować, co wywołało u Apostołów większe zdumienie: zobaczenie Go żywym czy misja, którą im zostawił? Powrócił do nich żywy, zwycięski, zmartwychwstały, ale zamiast dać im czas, aby ochłonęli i doszli do siebie, daje im polecenie: „Idźcie na cały świat”. Jezus posyła ich w ubóstwie środków, ale z bogactwem Jego łaski, Jego błogosławieństwa. Posyła ich jako tych, którzy będą głosili Dobrą Nowinę i przygotowywali ludzi na spotkanie z Nim. Posyła ich ubogich i po ludzku bezradnych, ale ze swoim błogosławieństwem. 

Kontynuując dzisiaj misję uczniów, korzystamy z coraz doskonalszych środków wspomagających dzieło ewangelizacji. Nie możemy jednak nimi przesłonić Tego, który nas posyła na miarę naszego powołania. Środki nie mogą zastąpić zaufania do Tego, który i dzisiaj posyła nas jak owce między wilki. Nic nie może zastąpić serdeczności, ofiarności oraz zwyczajnej ludzkiej dobroci, która jako pierwsza musi być dostrzeżona w uczniu Jezusa, zanim przemówi w imieniu Jezusa. Nasze życie, nasze świadectwo ma bowiem zbyt wielkie znaczenie dla Jezusowego przyjścia do ludzi.

Prośmy Pana, abyśmy nie chodzili do ludzi i pomiędzy ludźmi w pojedynkę, ale zawsze z Nim, z Jego łaską, świadomi tego, że to On nas posyła.