Jezus i uczniowie Jego podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie”. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: „O czym to rozprawialiście w drodze?”. Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”. Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał”.

 

Myślę, że każdy z nas miał w życiu chwile, w których nie rozumiał lub nie doświadczał Boga. Św. Jan od Krzyża powie więcej: „wiara to noc ciemna”. Można być blisko Jezusa, można iść z Nim przez życie, a jednocześnie nie odczuwać Jego obecności. Często przyczyną jest nasze odrzucenie krzyża. Chcemy przebywać w towarzystwie Boga uzdrawiającego, nauczającego z mocą, wyrzucającego złe duchy, wskrzeszającego umarłych, ale ukrzyżowanego to już raczej nie. Znajdź dzisiaj czas, by spojrzeć na krzyż. Spróbuj pomyśleć, że ta Miłość i cierpienie to właśnie dla Ciebie. Bo Bóg już nic więcej nie mógł uczynić, byś był wolny i szczęśliwy.