Przychodzić do Jezusa z każdym "obciążeniem", by uczyć się wciąż i wciąż, że samemu nic nie możemy. W ten sposób uczymy się być zależnymi od Niego, poprzez "trzymanie się" Jego ręki, jak dziecko, które samo nic nie może. Tak też nasiąkamy Jego miłością, która zaczyna nas wypełniać. Ale na tym się nie kończy… Jezus wzywa, by "wziąć Jego jarzmo", by wziąć to, co "zajmuje" Jego serce, by słuchać, na czym Jemu zależy i na kim i by w to pójść. Każdy z nas jest posłany, by wyjść z "ciepłych pieleszy" własnego "ja", własnego domu, własnych spraw i by pójść w świat jako dziecko Króla i nieść Jego światło. To będzie wiązało się często z utrudzeniem, może obśmianiem w twojej pracy, w rodzinie, ale On obiecuje, że On z tego uczyni radość Twego życia. Ważne, by dać Mu znać, że chcemy przyjąć "jarzmo", które dla każdego z nas będzie czym innym i wyruszyć, może do twego miejsca pracy, może do twej rodziny…