W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?». Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi. Potem powiedział do nich: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci więc zanieśli. Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory». Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.

 

Dzisiejsze ewangeliczne wydarzenie jest wpisane w święto Epifanii, czyli Objawienia.

Był pokłon mędrców, którzy w Dzieciątku odnaleźli Boga; był chrzest w Jordanie, podczas którego Ojciec objawił Syna; dzisiaj jesteśmy uczestnikami pierwszego cudu, który objawia Jezusowe posłannictwo: On przyszedł, żeby ocalić i odszukać to, co zginęło, a nie zatracać.

Wesele w kulturze Izraela to wielkie święto, a wino jest symbolem miłości i obfitości. Jego brak jest wielką kompromitacją dla nowożeńców i ich rodzin. W ten właśnie brak wchodzi Bóg, który wypełnione wodą stągwie zamienia w obfitość wina.

Bardzo mnie przejmuje i wzrusza, że owo wydarzenie w Kanie miało miejsce trzeciego dnia. Trzeci dzień przywołuje w moim sercu dzień Zmartwychwstania; dzień, w którym już nie stągwie pełne wina, ale strumienie Krwi Zbawiciela, przelane na Krzyżu, wybawiły mnie od hańby, wstydu i wiecznego potępienia; dzień, w którym Jezus nie był tylko gościem na weselu, ale sam stał się Panem Młodym, Oblubieńcem, i poślubił moje serce.

Już nie nazwą mnie kraina spustoszona, bo Bóg ma we mnie upodobanie (Iz 62, 4). Mój brak On wypełnia obfitością swojej miłości!