Wyspy, posłuchajcie Mnie! Ludy najdalsze, uważajcie! Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie. I rzekł mi: «Tyś Sługą moim, w tobie się rozsławię». Ja zaś mówiłem: «Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą». A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. I rzekł mi: «To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi».

 

Adwent tak mocno pokazuje nam Bożą Miłość, która leci niczym strzała – poprzez nasze słabości i troski, przez dzieje i czasy, po to, by trafić do naszego serca. Staje dziś przy nas w tajemnicy świętych obcowania św. Andrzej Apostoł, jeden z Dwunastu, którzy tej Miłości uwierzyli tak mocno, że nie chcieli już niczym innym żyć. Oni, jak wcześniej Jezus, stali się tymi, którzy zanieśli światło poganom – korzystamy i my z ich daru. Ale to nie tylko czas na wdzięczność – to też czas na to, by samemu dać się zapalić Bożą Miłością i Jezusowe światło zanieść bliskim.