Jezus powiedział do swoich uczniów: „Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”. Rzekł do Niego Juda, ale nie Iskariota: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?” W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem”.

 

Dziś mamy do rozważania Ewangelię wg św. Jana. Już osoba samego autora sugeruje, że treść będzie trudniejsza do zrozumienia niż w przypadku pozostałych ewangelistów. I choć przekaz rzeczywiście jest dość skomplikowany, to da się wyciągnąć z tego fragmentu przynajmniej jeden prosty wniosek – kochać Jezusa to znaczy "mieć Jego przykazania i zachowywać je". Prawda, że proste?

Jakiś czas temu przysłuchiwałem się rozmowie kilku księży na temat treści głoszonych w kościołach homilii. Oczywiście królowała krytyka tego, co można obecnie usłyszeć. Jedna z rad brzmiała, aby zrezygnować z poezji i zająć się na kazaniach tłumaczeniem katechizmu. Kolejny rozmówca skrytykował kazania kerygmatyczne, określając je kazaniami "o niczym".

I tu pojawia się mały problem..., bo jak zachować przykazania Jezusa (katechizm), jeśli najpierw nie doświadczę z Nim osobistego spotkania (kerygmat)?