Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: «To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz».

 

Posiadamy wszystko, co jest potrzebne do nawrócenia. Mamy do dyspozycji Pismo Święte. W naszym zasięgu są kościoły, w których sprawuje się spowiedź oraz celebruje się Eucharystię. A jednak wciąż tak trudno nam się nawrócić. 

Nie dziwmy się zatem tym, którzy – choć mieli w zasięgu ręki żywego Jezusa, który dokonywał na ich oczach licznych cudów – z tak wielkim wysiłkiem przyjmowali Jego naukę. 

Ktoś mógłby stwierdzić: dziś brakuje nam wyraźnych znaków, czegoś, co skruszy nasze serca i poruszy sumienia. Kiedy rok temu pojawiła się pandemia, wielu miało nadzieję, że doprowadzi ona świat do nawrócenia. Wydawało się, że tajemniczy wirus, na który brakowało właściwego panaceum, mógł poruszyć ludzkie serca i zwrócić je ku Bogu.  

Czy ludzie się faktycznie nawrócili? Spójrzmy wokoło i nich każdy indywidualnie odpowie sobie na to pytanie. A może nie oglądajmy się na innych. Zajrzyjmy do naszego wnętrza. Czy Bóg jest tam wystarczająco obecny?