Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: ”Za kogo uważają Mnie tłumy?”.
Oni odpowiedzieli: ”Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał”.
Zapytał ich: ”A wy, za kogo Mnie uważacie ?”. Piotr odpowiedział: ”Za Mesjasza Bożego”. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: ”Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.
Potem mówił do wszystkich: ”Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus pyta uczniów, za kogo Go uważają. Po wyznaniu wiary przez Piotra zapowiada swoją mękę i zmartwychwstanie. Potem mówi, że jeśli ktoś chce być naprawę blisko Niego, to musi tak jak On wypełniać wolę Bożą – nawet wtedy, gdy wiąże się to z cierpieniem. Trudno jest przyjąć prawdę o Bogu całym sercem i dogłębnie zrozumieć, po co przyszedł na świat. W wirze codziennych zajęć można przyzwyczaić się do nauczania Kościoła o tym, że Jezus jest Synem Bożym i że umarł dla naszego zbawienia. Łatwo jest zatracić relację z Jezusem i wiara staje się pusta. Koncentrujemy się wtedy na doczesnych problemach i na tym, żeby zachować wszystko to, co mamy – zdrowie, relacje, sukcesy, pieniądze. Zapominamy, że i tak kiedyś to wszystko stracimy. Dlatego warto co jakiś czas zadać sobie pytanie o to, kim jest dla nas Jezus i czy na pewno chcemy Go naśladować – również wtedy, kiedy nie podoba nam się to, co Bóg dla nas przygotował. Będzie to wymagało zapierania się siebie – walki ze słabościami, przyzwyczajeniami i pragnieniami. Ale Jezus mówi dzisiaj wyraźnie: „kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”.