Owego dnia, gdy zapadł wieczór, Jezus rzekł do swoich uczniów: «Przeprawmy się na drugą stronę». Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała wodą. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?». On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!». Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą: «Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?».

 

Kim właściwie jest ten Jezus, który na progu nocy każe mi się przeprawiać na drugi brzeg – mojego myślenia, moich przekonań, utartych schematów, moich przyzwyczajeń...?

Kim właściwie jest ten Jezus, który zaprasza mnie do podróży nocą przez wzburzoną taflę jeziora?

Kim właściwie jest ten Jezus, który czasem śpi, kiedy ja pełen lęku walczę z przeciwnym wiatrem, falami, które miotają kruchą łupiną mej łodzi, własnym zmęczeniem, beznadzieją?

Kim właściwie jest ten Jezus, który nie patrzy na pozory, na to, co zewnętrzne, ale jest w stanie dojrzeć kruche naczynie serca, pełne lęku i małej wiary...?

Kim właściwie jest ten Jezus, który jednym słowem, jednym gestem gromi wicher, zakłada kaganiec wzburzonym wodom, który ucisza burzę – także tę ukrytą nieraz pod spokojną taflą łagodnego oblicza?

Kim On właściwie jest...?