Pan powiedział do Mojżesza: "Przemów do całej społeczności Izraelitów i powiedz im: Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! Nie będziecie kraść, nie będziecie kłamać, nie będziecie oszukiwać jeden drugiego. Nie będziecie przysięgać fałszywie na moje imię. Byłoby to zbezczeszczenie imienia Boga twego. Ja jestem Pan! Nie będziesz uciskał bliźniego, nie będziesz go wyzyskiwał. Zapłata najemnika nie będzie pozostawać w twoim domu przez noc aż do poranka. Nie będziesz złorzeczył głuchemu. Nie będziesz kładł przeszkody przed niewidomym, ale będziesz się bał Boga twego. Ja jestem Pan! Nie będziecie wydawać niesprawiedliwych wyroków. Nie będziesz stronniczy na korzyść ubogiego, ani nie będziesz miał względu dla bogatego. Sprawiedliwie będziesz sądził bliźniego. Nie będziesz szerzył oszczerstw między krewnymi, nie będziesz czyhał na życie bliźniego. Ja jestem Pan! Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie ponieść winy z jego powodu. Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan!"

 

Przenikają mnie dzisiaj te słowa Pana: Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! Nie umiem jednak zrozumieć tego napięcia, które powstaje w nas między pragnieniem świętości a skłonnością do grzechu. To bardzo trudne, gdy upadamy i robimy coś, co kłóci się z owymi pragnieniami życia w świętości.

Ostatnio jednak natrafiłem na niesamowite słowa, które Papież Franciszek cytuje za bp. Albino Lucianim w najnowszej książce "Miłosierdzie to imię Boga", nawiązując do przypowieści o Miłosiernym Ojcu: "On czeka. Zawsze. I nigdy nie jest za późno. (...) Wzrusza się, wybiega nam naprzeciw i rzuca się nam na szyję, czule nas całuje... Nasz grzech staje się wówczas niemal klejnotem, który możemy mu podarować, by zapewnić mu pocieszenie w przebaczeniu..."

Od dzisiaj więc tymi właśnie klejnotami zasypuję to, czego nie rozumiem!