W Kafarnaum lud powiedział do Jezusa: «Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”». Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu». Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!». Odpowiedział im Jezus: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie».

 

Wydaje się, że Kafarnaum, które Jezus nazywał „swoim miastem”, nie było zbyt szczęśliwym miejscem dla Niego. Chociaż stosunkowo często tam się pojawiał i uczynił tam najwięcej cudów, to jednak spotykał się tam z dużą nieufnością i dystansem. Podobnie było i tym razem. 

W spotkaniu z mieszkańcami padło konkretne pytanie: „Jakiego znaku dokonasz, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli?”. Pytanie konkretne, bo też ludzie, którzy je zadali, ludzie prości i przyziemni, byli przez to ludźmi konkretnymi. Domagają się znaku. Ich zainteresowania sprowadzają się do zwykłych ludzkich trosk, pracy i jedzenia. I tylko coś nadzwyczajnego byłoby godne ich uwagi. 

Jezus, wychodząc od tych materialnych potrzeb, stara się obudzić w nich bardziej wzniosłe pragnienia: religijne i duchowe. To jedna z wielu sytuacji, w których Jezus podprowadza nas do myślenia o sprawach rzutujących na naszą relację z Bogiem, na życie wieczne. Choć możemy być pewni, że nie zlekceważy naszych przyziemnych tematów na modlitwie, to jednak pragnie, byśmy z każdym dniem wznosili nasze spojrzenia i pragnienia ku sprawom królestwa Bożego. Swoim słowem i samym sobą pragnie umacniać nas i naszą wiarę.