Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą. Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy.

 

 

      Jego ojcem był król Fumba. Szybki, zwinny, czasem lubił poleniuchować, ale z drugiej strony był też bardzo pracowity. Czarnoskóry przyjaciel Stasia. Oczywiście chodzi o drugoplanowego bohatera książki Henryka Sienkiewicza pt. „W pustyni i w puszczy”.

       Czternastoletni Staś i ośmioletnia Nel po porwaniu przez Beduinów przeżywają niezwykłe przygody, przemierzając Czarny Ląd. W tej wędrówce pomaga im Kali, który posiada dość specyficzną filozofię życia. Jeden z elementów jego „etyki” życia jest widoczny chociażby w następującym dialogu:

„Powiedz mi - zapytał Staś - co to jest zły uczynek?

- Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy - odpowiedział po krótkim namyśle - to jest zły uczynek.

- Doskonale! - zawołał Staś - a dobry?

Tym razem odpowiedź przyszła bez namysłu:

- Dobry, to jak Kali zabrać komuś krowy”.

      Zapewne i we współczesnym świecie znajdują się osoby o podobnym sposobie myślenia (i nie daj Boże działania!). W przypadku Kalego autorowi chyba bardziej zależało, aby ukazać pewien stereotyp myślenia (nazwać je możemy premoralne), niż wzór do naśladowania.

       Współczesny człowiek poszedł „do przodu” (podobno!?), a jednak…, no właśnie. Wiele nam brakuje w różnych sferach życia, nie pomijając sfery duszy. Jako katolicy znamy doskonale zasady życia zawarte w Dekalogu i Ewangelii, a jednak dużo brakuje do ideału. Kali z pewnością nie czytał Pisma Świętego i nie znał chociażby słów z powyższej ewangelii, a konkretnie zdania: „Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!” (zob. Mt 7,12). W Piśmie Świętym określa się je jako złotą zasadę postępowania. Oczekujemy od innych, aby wobec nas kierowali się miłością, to najpierw sami musimy być dawcami tejże miłości. Nie kierując się przy tym zasadą: „daję ci, więc ty mi to samo oddaj”. Dawanie ma być bezinteresowne, niepodyktowane chęcią rewanżu. Ma ono wypływać z serca.

    Skupmy się jeszcze przez chwilę na wcześniejszych wersetach powyższej perykopy biblijnej. „Proście”, „szukajcie”, „pukajcie” – Jezus zachęca do intensywnego działania. Bóg nikomu nie odmówi. Skoro ziemski ojciec na prośbę syna daje mu to, o co prosi – zamiast chleba nie poda mu przecież kamienia, choćby łudząco kształtem go przypominał albo zamiast ryby nie poda mu węża (raczej w tekście chodzi o węgorza, bowiem był on rybą zakazaną przez Prawo Mojżeszowe – por. Kpł 11,12). Tym bardziej Bóg obdarzy proszącego łaskami.

     Proszący jednak musi pamiętać, że Pan Bóg to nie bajkowa wróżka, która spełnia marzenia i kaprysy dziecka. Może gdzieś wkrada się takie myślenie, że skoro Bóg niczego i nikomu nie odmawia, to dlaczego mam Go nie poprosić o „szóstkę” w Lotto, etc.?

      Kiedy Jezus przekazuje swoim uczniom treść Modlitwy Pańskiej, chce ich zachęcić do budowania serdecznej relacji z Bogiem. Relacji opartej na zaufaniu. Pojawiają się też słowa: „niech się spełnia Twoja wola, jak w niebie, tak i na ziemi” (por. Mt 6, 10b). W modlitwie proszącego musi się znaleźć też miejsce na „wolę Boga”. „Panie Boże proszę, o ile jest to zgodne z Twoją wolą”!

     Wracając do Kalego z powieści „W pustyni i w puszczy”, który sam „lubi” kraść krowy, a złości się, gdy jemu je kradną: kradzież jest zawsze kradzieżą. „Proszę księdza, przecież wszyscy dzisiaj kradną” – słyszę od czasu do czasu z ust chrześcijan (!?). Odpowiadam: „Ty bądź inny, bo inny, to święty!”.

 

Inne komentarze ks. Krzysztofa