Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: «Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!». Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o tę przypowieść. Odpowiedział im: «I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka, i zostaje wydalone na zewnątrz». Tak uznał wszystkie potrawy za czyste. I mówił dalej: «Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym».

 

Nauka, jaką Jezus daje dziś tłumom, dotyka istoty ludzkiej egzystencji, a zarazem istoty kultu oddawanego Bogu. Słowa Zbawiciela są odpowiedzią na zarzuty stawiane Jego uczniom przez faryzeuszów i uczonych w Piśmie. Dotyczyły one rytualnych obmyć przed spożywaniem posiłków. Obmycia te miały zagwarantować religijną czystość wobec Boga. Tymczasem Jezus wskazuje na prawdziwe i jedyne źródło czystości i niewinności człowieka. Jak wynika z tekstu Markowej Ewangelii, nawet uczniowie będący blisko Jezusa mają zaślepione oczy przez wyuczoną religijność i nie rozumieją Jego nauki.

Chrystus dobitnie podkreśla, że żadne zewnętrzne ryty, zwyczaje, miejsca czy rzeczy nie są w stanie dać i zapewnić człowiekowi czystości, nie są w stanie go uświęcić. Nic z tego, co zewnętrzne, co stworzone, nie czyni człowieka lepszym, świętszym, bardziej sprawiedliwym. Źródłem świętości jest jedynie Bóg, który pozostawił swój ślad, swój obraz we wnętrzu człowieka, w jego sercu. W znaczeniu biblijnym serce stanowi najgłębszą wewnętrzną istotę osoby ludzkiej. To serce człowieka jest miejscem przebywania Boga, stanowi Jego mieszkanie i jedynie w nim jest sprawowany prawdziwy kult Ojca. Jezus objawił to jasno Samarytance, gdy powiedział jej: „Wierz mi, kobieto. Oto nadchodzi czas, że ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będzie się już wielbiło Ojca (…). Nadchodzi godzina, a właściwie już jest, kiedy prawdziwi czciciele będą wielbili Ojca w Duchu i w prawdzie” (J 4, 21 i 23).

Czym jest ów kult w Duchu i w prawdzie? Dokonuje się on we wnętrzu osoby ludzkiej, a istotą osoby jest wchodzenie w relację i przebywanie w niej. Jest to jedyna zdolność, jaką posiada ludzkie serce. Ono nie potrafi niczego innego, jak tylko tworzyć więzi. Zatem jeśli kult, jaki przyniósł Jezus, odbywa się w sercu człowieka, to może on polegać jedynie na przeżywaniu relacji z osobowym Bogiem, który jest naszym Ojcem. Relacji nie mogą w nas wygenerować ani warunkować żadne rzeczy czy okoliczności zewnętrzne. Ona się dzieje w sercu człowieka i zależy od jego czystości i prawości, a jej najdoskonalszą formą jest miłość. Czystość zaś serca polega na wolnym, miłosnym oddaniu się jedynie Bogu. Jeżeli nasze serce pobrudzi się żądzą polegania na sobie, pragnieniem dosięgnięcia swoją doskonałością świętości Boga, dążeniem, by w swojej wielkości być jak Bóg, wówczas staje się prawdziwie nieczyste, bo odłączone od jedynego Źródła czystości i świętości. Nasze serce jest tak skonstruowane, że nie może służyć dwom panom (por. Mt 6, 24). Pierwszą reakcją, niemalże odruchem poplamionego serca, na jaki wskazuje Ewangelia, jest wywyższanie się nad innych i osądzanie ich, tak jak to było w przypadku faryzeuszów i uczonych w Piśmie…