Jezus mu odpowiedział: Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadszedł czas uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe. Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć: Kupiłem pole, muszę wyjść, aby je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego. Drugi rzekł: Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego. Jeszcze inny rzekł: Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść. Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał słudze: Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych. Sługa oznajmił: Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce. Na to pan rzekł do sługi: Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony. Albowiem powiadam wam: żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty.

 

W labiryncie ludzkich spraw jesteśmy naprawdę zagubieni. To nasze wewnętrzne rozdarcie uwidacznia jeszcze ślady grzechu pierworodnego, naszą ludzką ułomność. Bóg jednak nie pozostawia nas na pastwę losu. Słowo Boże nieustannie nas przywołuje do porządku i wzywa nas na drogę do nieba. Wystarczy każdego dnia właściwie dzielić czas na modlitwę, rodzinę i pracę.

Proszę księdza! Tego się nie da zrobić! To nie te czasy!

Spróbuj nie tracić czasu na to, co niepotrzebne. Zainwestuj dobrze czas, który ci pozostał. Ten krótki czas życia ziemskiego zadecyduje o życiu wiecznym. Marzmy o Niebie! Warto coś w tym kierunku zrobić, aby dostać się na tę wspaniałą ucztę.