Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, nie mógł jednak pozostać w ukryciu. Zaraz bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, padła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka z pochodzenia, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. I powiedział do niej Jezus: «Pozwól wpierw nasycić się dzieciom, bo niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom». Ona Mu odparła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jedzą okruszyny po dzieciach». On jej rzekł: «Przez wzgląd na te słowa idź; zły duch opuścił twoją córkę». Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku; a zły duch wyszedł.

 

Zachowanie Jezusa w dzisiejszym czytaniu może nas zaskakiwać. Dla wielu może być nawet gorszące, kłóci się bowiem z wizerunkiem dobrodusznego, łagodnego hipisa, który to wizerunek często chce się nam „sprzedać”, aby usprawiedliwić pewne nadużycia i czyny. Tymczasem w dzisiejszej Ewangelii widzimy Jezusa, który najpierw nie ma ochoty z nikim się spotkać, a później zachowuje się szorstko, wręcz bezwzględnie wobec przybyłej poganki. W pewnym momencie wręcz ją obraża, porównując ją do szczeniąt czekających, aż ktoś rzuci im coś do jedzenia. Dziwi może także postawa Syrofenicjanki, która się nie obraża, nie unosi się dumą, ale pokornie prosi i nakłania Pana do działania. Gdyby taka sytuacja miała miejsce dziś, kobieta, pewnie obrażona, wyszłaby z budynku, a następnie obsmarowała Jezusa na Facebooku. Tym, co przekonuje Chrystusa, jest pokora i wiara tej kobiety. Poganka pada przed Panem na kolana, choć wie, jaki jest stosunek Żydów do pogan. Nie jest roszczeniowa, zna swoje miejsce i cierpliwie prosi, a nie żąda. Szorstkość Jezusa jej nie odrzuca, nadal z ufnością wierzy, że ratunkiem dla jej córki jest Mistrz z Nazaretu. I właśnie ta postawa sprawia, że otrzymuje, o co prosi. 

Wiele razy, modląc się o coś, możemy poczuć się jak ta kobieta. Jakby Bóg nie chciał się z nami spotkać. Albo czujemy się potraktowani z góry, wręcz szorstko, kiedy odpowiedź na naszą modlitwę nie przychodzi. Łatwo nam wtedy przychodzi narzekanie i utyskiwanie na Jezusa. Warto w takich chwilach przyjąć lekcję pokory od Syrofenicjanki, przypomnieć sobie, gdzie jest moje miejsce, do kogo się zwracam. Pozbyć się dumy z serca i przyjąć prawdę o sobie. Wtedy dopiero możemy oczekiwać odpowiedzi na naszą modlitwę.