Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: "Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony".

 

Czasami wydaje się nam, że postępujemy lepiej niż inni, pomagamy więcej niż inni, modlimy się gorliwiej niż inni, jesteśmy w kościele częściej niż inni. Że skoro jesteśmy ministrantami, to stoimy bliżej Boga niż inni, a może śpiewamy w scholi, więc Bóg właśnie nas lepiej słyszy... Może się zdarza, że patrzymy z góry na te osoby, które w naszym mniemaniu gorzej postępują – na dziewczynkę, która w kościele stoi pod chórem zamiast siedzieć w pierwszej ławce, na chłopca, który nie chce być ministrantem...

A Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi, żeby przede wszystkim dostrzegać swoje błędy. Żeby nie zachwycać się tym, jak wspaniale postępujemy, ale zauważać, co jeszcze możemy poprawić. Żeby być pokornym, bo tylko taka postawa przybliża do Boga i stawia nas w jasnym świetle w Jego oczach.