Kiedy Jezus nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim odprawi tłum. Gdy rozstał się z nimi, odszedł na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a On sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć. Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”. I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył. Oni tym bardziej byli zdumieni w duszy, że nie zrozumieli sprawy z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały.

 

Jedna noc z życia Jezusa i Apostołów. Galilejska noc, jak wiele innych, a jednak wyjątkowa, niepowtarzalna. Tyle się wydarzyło, tak wiele się zmieniło w życiu tych dwunastu mężczyzn i w ich relacji do Mistrza.

Ta noc pokazała, jak wiele człowiek ma potrzeb – fizyczny głód chleba (nasycił pięć tysięcy mężczyzn), dach nad głową (Betsaida oznacza po hebrajsku „dom rybaka”), siły do pracy (trudzili się przy wiosłowaniu), bliskość Boga (wszedł do nich), potrzeba Słowa Bożego (On zaraz przemówił do nich) potrzeba bezpieczeństwa (odwagi, nie bójcie się), potrzeba (s)pokoju (wiatr się uciszył), potrzeba zachwytu nad Tajemnicą (oni byli zdumieni).

Tego wszystkiego ciągle brakuje człowiekowi. I to wszystko zawsze może nam dać Jezus Chrystus. Pozwólmy mu działać, niech Chrystus nas przynagla, niech wymaga od nas wszystkiego, co potrzeba (niech nam każe robić nawet tak niewiarygodną rzecz, jak wyprzedzanie Go), niech nam zadaje pracę i trud, bylebyśmy tylko nie pozostali sami pośrodku nocy i jeziora. I nawet nie wszystko musimy od razu pojmować i wiedzieć. Nie od razu musimy poznać i rozumieć całego Chrystusa. Na razie wystarczy, by był...