Ludzie listy piszą…

Czwartek, I Tydzień Adwentu, rok I, Mt 7,21.24-27

Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki.

 

     „Kochany Panie Boże! Jestem grzecznym chrześcijaninem. Paciorek rano i wieczorem – tak jak babcia czy mama nauczyła. W niedzielę do kościółka na sumę idę, a nawet 5 zł na ofiarę daję! Z reguły to nikomu nie szkodzę i nie dokuczam. No może czasem wyleci jakieś nieprzyzwoite słowo, ale to rzadko… Wiesz co Boziu, ale ta sąsiadka z ostatniej klatki to wredne babsko. Ostatnio wychodząc rano z domu po bułki do spożywczaka, zauważyłam jak jej pies, którego luźno trzymała na smyczy, załatwiał poranną toaletę na trawniku. Nie no, tak przecież być nie może! Drogi Boże, może lekko pokażesz moją sąsiadkę, choćby tygodniową grypą, to przynajmniej jakiś czas będzie spokój. No i w tej intencji: Ojcze nasz…”. List do Boga gotowy, nakleić znaczek i wysłać do Nieba.

     Może i w Twoim życiu, zdarzają się tego typu podobne „listy” i pseudo-życzenia? Taki swojski koncert życzeń poparty wykupem modlitewnym.

     Można być w Kościele, można się modlić, można uważać się za gorliwego chrześcijanina, ale nic ze swojej wiary nie rozumieć. Ba! Można błądzić, mając fałszywy obraz Pana Boga. Niestety, przypuszczam, że wielu spośród obecnych w kościele (a tym bardziej u ludzi, których w nim nie ma), ma niewłaściwy obraz Boga. Z jednej strony różaniec nie wypada z ręki, a z drugiej brak miłości i wrażliwości do bliźniego.

     Przypomina mi się sytuacja na poczcie tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Stojąc w kilkunastoosobowej kolejce do okienek w jednym z rzeszowskich urzędów pocztowych, zauważyłem pewną scenę: oto kobieta otwiera drzwi i widząc kilka osób stojących w kolejce, wypatrzyła moment, w którym jedna z interesantek odchodziła od okienka pocztowego, a tu nagle ona wpada i bach! Załatwia swoje sprawy (tzn. wysyłka kilka listów), nie zważając na pomruki osób stojących w kolejce, i wychodzi. Nie uszło bodaj godzinę, kiedy udając się do konfesjonału w moim kościele, zauważyłem a oto moja pani, która „wepchała” się w kolejkę, teraz pięknie trzymając różaniec w ręku, powtarza za prowadzącymi modlitwę: „święta Maryjo, Matko Boża módl się za nami grzesznymi…”.

     Można i tak prowadzić swoje życie, ale na pewno nie jest ono życiem chrześcijanina. „Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego…”. Nie jest trudno wyrecytować „Wierzę w Boga Ojca…”, o wiele trudniej jest żyć na co dzień tymi prawdami. Na Sądzie Ostatecznym Bóg rozliczy każdego z jego wierności i uczciwości w wyznawaniu wiary. Wszelkie pozory wiary zostaną natychmiast zdemaskowane i potępione.

     Co zatem należy robić? „…spełniać wolę mojego Ojca, który jest w niebie”- podpowiada Jezus. Najkrócej ujmując: robić to, co Bóg każe. Dekalog plus Ewangelia! Dla zobrazowania tego Jezus daje słuchaczom przypowieść o budowaniu domu: na skale i piasku. W zapisie matematycznym można by było to tak zapisać: słuchasz + wypełniasz = skała; słuchasz – wypełniasz = piasek.

     Nie wystarczy słuchać, a nawet teoretycznie znać. Potrzeba działania, konkretnych czynów. Jeżeli nasze życie jest tylko iluzją chrześcijaństwa, to czym prędzej trzeba rozbić mydlaną bańkę iluzji i realnie spojrzeć na swoje dotychczasowe życie.

    Czas Adwentu jest ku temu wyjątkową okazją. Słuchajmy słowa Pana i wcielajmy je w życie. Gdybyśmy żyli słowem Pana, nie byłoby próżnych „listów do Boga” i egoistycznych sytuacji chociażby na poczcie.

Przeczytaj inne komentarze ks. Krzysztofa