Bracia: I cóż jeszcze mam powiedzieć? Nie starczyłoby mi bowiem czasu na opowiadanie o Gedeonie, Baraku, Samsonie, Jeftem, Dawidzie, Samuelu i o prorokach, którzy dzięki wierze zdobyli królestwa, dokonali czynów sprawiedliwych, otrzymali obietnice, zamknęli paszcze lwom, przygasili żar ognia, uniknęli ostrzy miecza i wyleczyli się z niemocy, stali się bohaterami w walce i do ucieczki zmusili nieprzyjacielskie szyki. Dzięki dokonanym przez nich wskrzeszeniom niewiasty otrzymały swoich zmarłych. Jedni ponieśli katusze, nie przyjąwszy uwolnienia, aby otrzymać lepsze zmartwychwstanie. Inni zaś doznali zelżywości i biczowania, a nadto kajdan i więzienia. Kamienowano ich, przerzynano piłą, kuszono, przebijano mieczem; tułali się w skórach owczych, kozich, w nędzy, w utrapieniu, w ucisku – świat nie był ich wart – i błąkali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi. A ci wszyscy, choć ze względu na swą wiarę stali się godni pochwały, nie otrzymali przyrzeczonej obietnicy, gdyż Bóg, który nam lepszy los zgotował, nie chciał, aby oni osiągnęli doskonałość bez nas.

 

Jedenasty rozdział Listu do Hebrajczyków to tekst o wierze. Jednak nie jakiejś teoretycznej, abstrakcyjnej, ale wierze w Boga konkretnych ludzi, z konkretnymi życiorysami, wydarzeniami. 

Wiara, czyli takie zaufanie, że Bóg jest, że to, co mówi, robi, do czego mnie zaprasza, jest prawdą, a nie wyobraźnią. Ludzie wiary to takie osoby, dla których relacja z Bogiem jest nierozłącznie związana z życiem, dla których nic i nikt nie jest tak ważny jak Bóg i jak wierność Jemu. 

Jednocześnie ta wiara nie pozbawia problemów, trudności, śmierci: „kamienowano ich, przerzynano piłą, kuszono, przebijano mieczem; tułali się w skórach owczych, kozich w nędzy, w utrapieniu, w ucisku (…)”. 

Po co więc wierzyć? 

Bo życie tylko do śmierci, żyć tylko po to, by umrzeć i koniec, to absurd.