Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: «O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą, a nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia».

 

Czasem przynoszą ulgę, czasem pozwalają rozładować emocje. Mogą być też wyrazem szczęścia. Mowa oczywiście o łzach. Płaczemy również, gdy przeżywamy ból, smutek, radość…

Jezus także zapłakał, a był to płacz nad Jerozolimą. Powodem łez Jezusa był brak rozpoznania Jego obecności. A co zrobiłby Jezus, gdyby popatrzył na nasze życie? Czy również uroniłby kolejną łzę smutku z powodu braku rozpoznania Jego osoby?