Modliłem się i dano mi zrozumienie, przyzywałem, i przyszedł mi z pomocą duch Mądrości. Oceniłem ją wyżej nad berła i trony i w zestawieniu z nią za nic uznałem bogactwa. Nie zrównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku, a srebro przy niej będzie poczytane za błoto. Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo blask jej nie ustaje. A przybyły mi wraz z nią wszystkie dobra i niezliczone bogactwa w jej ręku.

 

Wypchany portfel, porządny majątek, świetnie prosperująca firma nie są czymś złym (oczywiście, gdy zdobyte zostały uczciwie). Ubóstwo bowiem nie jest Bożym nakazem (nie ma go w dekalogu), ale stylem życia skierowanym tylko do niektórych.

Mądrość pozwala jednak na dystans do nich, na nieubóstwienie ich, na hojną miłość przez portfel, majątek i firmę oraz na wdzięczność Bogu za portfel, majątek i firmę. Bogactwo bez Mądrości roznosi śmierć.