Gdy Jezus wszedł do łodzi, poszli za Nim Jego uczniowie. Nagle zerwała się gwałtowna burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź; On zaś spał. Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: „Panie, ratuj, giniemy!” A On im rzekł: „Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary?” Potem wstał, rozkazał wichrom i jezioru, i nastała głęboka cisza. A ludzie pytali zdumieni: „Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?”

 

Jezioro Galilejskie nawiedzają podobno nagłe i silne burze, dlatego rybacy z czasów ewangelii nie oddalali się zbytnio od brzegu w Kafarnaum. Wzburzone wody napawały ówczesnych mieszkańców Izraela przerażeniem, gdyż według ich tradycji był to symbol zła stawiającego opór Bogu. Tym większym zaskoczeniem staje się dla apostołów sytuacja, w jakiej nagle znaleźli się w swoich łodziach.

Tymczasem Jezus wykorzystuje te chwile, by ratując ich, nie tylko potwierdzić swoje Bóstwo, ale też zburzyć schematy – schematy wiary. Uzdrowienia, uwolnienia dokonywane przez Jezusa widzieli. Ale uciszenie mórz? Śpiący Chrystus to dla nich najwyraźniej tylko obojętny, beztroski nauczyciel. On jednak cały czas przebywa z nimi i oczekuje ufności. Czyż niewystarczająco okazywał swoją miłość dotychczas? Czy nie dał się poznać jako Bóg?

Podobnie jest z nami: nie odpływamy za daleko na głębię w swoim ograniczonym zaufaniu do Pana, mimo że wiemy, słyszeliśmy, czytamy o Bogu żywym. W momentach próby tak samo krzyczymy w panice: Panie, nic Cię to nie obchodzi?!

Trudno jest uwierzyć tak, by każdy gest, słowo, zdarzenie, każdy obraz przypominały nam o Tym, który nawet śpiąc, nie przestaje o mnie zabiegać .

Panie, przymnóż nam wiary!!!