Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: «Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon».

 

Jakże trudno było uwierzyć uczonym w Piśmie i faryzeuszom, że Jezus jest prawdziwie Bożym Mesjaszem. Ci, którzy doskonale znali słowo objawione, widząc Tego, który czyni cuda i naucza Bożych prawd, mieli wątpliwości. Zastanawia mnie jednak taka rzecz: na ile serca tychże niedowiarków były zamknięte na działanie Jezusa, a na ile ich wykształcony umysł nie chciał już uwierzyć, że sam Bóg tak bezpośrednio chce obcować z ludźmi? Na ile odpowiedzialność za to niedowiarstwo ponoszą oni sami?

Dzisiaj, kiedy mam okazję rozmawiać z wieloma osobami, które odrzuciły Boga, porzuciły wspólnotę Kościoła, często słyszę: bo księża to są tacy, owacy; wożą się furami; mają kasy jak lodu. Albo padają argumenty, że ktoś jest wierzący, ale nie żyje według nauki Kościoła (czyt. Chrystusa), bo on akurat w tej czy innej kwestii ma zupełnie odmienne zdanie. Na podstawie kilku zewnętrznych „znaków”, często wynikających z ludzkiej ułomności, ludzie ci odrzucają prawdę o zbawieniu.

Szkoda, że ci sami, którzy widząc jedynie niechlubne postępowanie duchownych, nie starają się dostrzec najwspanialszego ze wszystkich znaków, które Chrystus nam zostawił aż do skończenia świata. Tym znakiem jest Eucharystia. Dzisiaj już wiem, że racjonalne argumenty – dla tego, kto uwierzyć nie chce – nic nie znaczą. Dlatego często zachęcam współczesnych niedowiarków do tego, aby znaleźli chwilę na trwanie przed Najświętszym Sakramentem. Dla tego, kto prawdziwie poszukuje, nie jest to wielkie wyrzeczenie. Tam już nie ma jedynie ludzkiego rozumowania czy racjonalnego argumentowania. Wobec tajemnicy Eucharystii dokonują się cuda. Może ich nie widać, nie są tak spektakularne jak wskrzeszenia czy fizyczne uzdrowienia, ale są o wiele bardziej konieczne, bo uzdrawiają duszę. Tam Bóg działa sam, aby dotknąć tych, którzy Boga chcą uchwycić za przysłowiową piętę.

Jak chcesz nawrócić kogokolwiek, to najpierw sam zanieś go w sercu Chrystusowi, który ukrywa się pod postacią maleńkiej Hostii.