Nie ma rodzica, który nie chciałby dla swojego dziecka wszystkiego, co najlepsze. Dumni jesteśmy z sukcesów i osiągnięć dziecka, ale czy z takim samym entuzjazmem umiemy przyjąć jego porażki? I czy wszystkie niepowodzenia są de facto porażkami? Może nasze oczekiwania nie mają przełożenia na życie naszych dzieci, a przez porażkę rozumiemy swoje niezrealizowane oczekiwania. Rodzice, a z pewnością matki, często interpretują niepowodzenia swoich pociech jako swoje niedoskonałości. Zapominają, że owe „niepowodzenia” mogą być zaledwie etapem w rozwoju emocjonalnym i fizycznym dziecka. Poza tym świat również warunkuje pewne przyjęte normy, którym poddawane są dzieci – ich zachowanie, wykształcenie, wizerunek. Intensywność oraz tempo życia poddaje matki silnej presji, która wpędza je w poczucie winy. To zjawisko powoduje bardzo groźne konsekwencje, które prowadzić mogą do stygmatyzacji, szufladkowania, stresu, rozdrażnienia aż po depresję i rozbicie relacji rodzinnych.

Dlaczego tak trudno nam, matkom, przyjąć, że nasze dziecko nie musi być najlepsze? Dzisiejsze mamy wydają się być bardziej świadome tego, że w wychowaniu nie chodzi o to, by dać światu kolejnego superbohatera, ale o to, by dziecko było szczęśliwe, spełnione, pomimo pewnych wad, niedoskonałości. A mimo wszystko dajemy się złapać w pułapkę oceniania. Dzisiaj im dziecko bardziej śmiałe, a niekiedy wręcz zuchwałe, tym częściej jest uznawane za kogoś może nawet lepszego, za kogoś bardziej pożytecznego. Sami wychowujemy ludzi, którzy bez mrugnięcia okiem będą zadawać ból, nieempatycznych, pogardliwych wobec słabości i wrażliwości. Ciężko jest mi zrozumieć, że ktoś bardziej otwarty jest postrzegany jako osoba „normalna”, a introwertyk jest dziwakiem, zmuszanym do otwartości, która nie jest dla niego czymś naturalnym. 

Przykładów takich sytuacji nie musimy szukać daleko. Już na własnym podwórku nasze dzieci poddawane są wszelkim porównaniom. Adaptacja naszych dzieci w nowym miejscu, czy to w przedszkolu, czy w szkole, również powoduje, że my, rodzice, czujemy się niekomfortowo. Zewsząd słychać opinie, że dziecko musi walczyć o swoje, że musi być odważne, zaś z drugiej strony wiemy, że trudno od trzylatka wymagać zupełnej samodzielności. Nie musimy czuć się winne, że nasze dziecko płacze. Doskonale wiemy, że jest to dla niego trudne doświadczenie, a nasze obawy tylko pogłębiają w dziecku lęk przed nowym. Owszem, zrozumiały jest nasz strach, że dziecko sobie nie poradzi albo zostanie odrzucone przez grupę. Nie musimy również tłumaczyć naszego dziecka za każdym razem, kiedy nie chce zrobić czegoś, co społecznie uznawane jest za normę, na przykład podać komuś ręki. W zasadzie dlaczego dziecko ma podawać rękę komuś, kogo nie zna? Przecież same wcześniej tłumaczyłyśmy mu, że z obcymi lepiej nie rozmawiać. Dzieci są bardzo szczere i prostolinijne w postrzeganiu otaczającego ich świata, poza tym bardzo szybko wyczuwają fałsz. Dlaczego chcemy przyspieszać zmianę ich myślenie, zachowania? Pod wieloma względami są od nas lepsze. Każde dziecko ma swoje tempo rozwoju, więc potrzeba nam więcej empatii i cierpliwości.

Matka nie może pokazywać swojego poczucia winy i tego, że czuje się źle, kiedy dziecko reaguje nie tak, jakby tego oczekiwała. Dziecko odczuwa różne emocje, ale przede wszystkim uczy się tych emocji. Nie możemy go obwiniać za to, jakie jest. Dziecko jest odrębną jednostką, nie musi być takie jak my, czy takie, jakim byśmy je widziały. Czasami trzeba dać mu swobodę w decydowaniu. Na początku w drobnych rzeczach i oczywiście pod pewną naszą ochroną, kontrolą. Kiedy będzie starsze, niech decyduje o rzeczach większej wagi, by mogło nauczyć się przyjmować konsekwencje swoich decyzji. Matka czasem obwinia się, że mogła zareagować w sytuacjach kryzysowych. Jednak wydaje mi się, że dla dziecka ważniejsze jest, by dała mu swoje wsparcie, gdy cierpi, gdy konsekwencje jego działań przyniosły nieprzyjemne skutki. Warto wtedy postarać się nie oceniać. Nie oznacza to jednak przyjmowania wszystkiego, co dziecko chce zrobić. Z doświadczenia innych mam, posiadających dzieci dużo starsze od moich, wiem, że należy reagować na zachowania niedozwolone, które mogą wyrządzić krzywdę innym. 

Często mamy zapominają, że ich życie powinno toczyć się nie tylko wokół ich dzieci. Ileż słyszę narzekań mam, które długo czekają na telefon od swoich dorosłych już dzieci. Mają żal, że poświęciły im swoje życie, a one tak im się odpłacają. Nie znaczy to jednak, że dzieci ich już nie kochają, nie potrzebują. W ten sposób tym razem dzieci wpędza się w poczucie winy. Warto pokazać dzieciom różne aspekty życia rodzinnego, że jest miejsce zarówno na macierzyństwo, jak i na małżeństwo, ale też na zaspokajanie swoich własnych potrzeb czy marzeń. W dorosłym życiu dziecko będzie bardziej szanowało siebie, swój czas, swoje poczucie wartości.

Każde zachowanie dziecka, które uznamy za „niedoskonałe”, z pewnością posiada swoje wytłumaczenie. Może dziecko się czegoś boi, może kogoś nie zna, może ma z tym związane złe skojarzenia czy doświadczenia, a może po prostu posiada taki charakter. Rolą mamy szczególnie, ale i obojga rodziców, nauczycieli, w ogóle dorosłych, jest pomóc dziecku pokonać napotkaną barierę, zachęcić go do tego, by bardziej się otworzyło, by umiało wyrazić swoje obawy. Nie przeżyjemy życia za nasze dzieci. One same muszą zbierać swoje doświadczenia, nawet jeśli byłoby to dla nich krzywdzące i bolesne. Mama zawsze powinna kojarzyć się z bezpieczeństwem, spokojem i miejscem, gdzie dziecko bez obaw znajdzie schronienie i zrozumienie.