Bardzo lubię okres adwentowy i wszystko, co ze sobą niesie. Czasami mam wrażenie, że to oczekiwanie wywołuje o wiele więcej emocji niż samo przeżywanie świąt Bożego Narodzenia. Choć z pewnością jest to wina skomercjalizowania świąt i złe rozumienie Adwentu, który dziś de facto jest już czasem rozrywki, szałem zakupów i prezentów. A kiedy przychodzi kulminacyjny punkt, jakim jest narodzenie Chrystusa, jesteśmy już zmęczeni, przejedzeni, przesyceni świętowaniem. Tak jakby już nic istotnego nie miało się wydarzyć, co jest smutne, bo po trzech dniach świętowania, sylwestrze i święcie Trzech Króli często zapominamy, że nieoficjalnie w Polsce możemy cieszyć się przedłużonym okresem świątecznym. Co gorsza Adwent i święta Bożego Narodzenia coraz częściej zostają odarte ze swej religijnej i duchowej istoty. Cieszę się, że pomimo materialnego podejścia do tego okresu, w naszych rodzinnych domach zawsze kultywowało się czas radosnego i pełnego nadziei oczekiwania.

Żeby jednak nie pozostać w takim pesymistycznym nastawieniu, zauważam także duże zainteresowanie rodzin, zwłaszcza z dziećmi w wieku przedszkolnym i szkolnym, tradycjami adwentowymi, które – co najistotniejsze – angażują całe rodziny. Myślę, że pewne rzeczy w tym czasie są zarezerwowane dla taty, jak logistyczne zaplanowanie świąt czy zrobienie lampionów, a pewne dla mamy. Jednak doszłam do tego wniosku po lekturze wielu tekstów prymasa Stefana Wyszyńskiego, skierowanych bezpośrednio do kobiet i matek. Urzekło mnie w nich, z jak wielką prostotą, ale i czcią odnosił się on do roli kobiet w rodzinie. Stał on w wielkiej opozycji do opinii, jakoby kobieta w rodzinie katolickiej miała tylko jedno zadanie, jakim jest urodzenie dziecka. Podkreślał, że w wychowaniu potomstwa to właśnie matka posiada szczególne cechy, takie jak ciepło, empatia, większa wrażliwość na niesprawiedliwość, i tym spaja rodzinę. To matka poniekąd odpowiada za sferę religijną i duchową rodziny. Nie chodzi tu tylko o religijność w kontekście nauki pacierza czy innych praktyk religijnych, ale o kręgosłup moralny, dobre wychowanie, odpowiednie nastawienie do podstawowych wartości. Prymas zauważył, że to właśnie kobiety podchodzą do swych zadań z dojrzałością i z wielką pokorą, a po tym poznać człowieka „wielkiego”. Wracając pamięcią do swoich lat dzieciństwa, z wielką wdzięcznością i szacunkiem wspominam swoją mamę i babcię i ich podejście do duchowego wychowania mnie i mojego rodzeństwa. Przekazanie tych wartości stało się dla mnie podstawowym zadaniem mojego macierzyństwa.

Odkąd jestem mamą, Adwent stał się dla mnie okresem jeszcze bliższym, szczególnie przez fakt, iż końcówka moich dwóch ciąż przypadała akurat na ten czas. A już narodziny mojej córki, które miały miejsce w Wigilię, sprawiły, że dobitniej czułam wyjątkowość świąt. Ponadto w każdej modlitwie wiernych podczas Mszy roratniej modlono się za poczęte życie i matki w stanie błogosławionym, przez co czułam wielkie wsparcie. Pamiętam, jak jednego roku na roratach dzieciom dawana była na jednodniową adorację figurka Matki Bożej Brzemiennej, przywieziona właśnie z Guadalupe. Wtedy i ja mogłam pomodlić się przed jej obliczem o swojego synka, którego wówczas nosiłam pod sercem. I już do rozwiązania towarzyszył mi jej wizerunek.

Myślę, że na chwilę obecną jest mi trochę prościej dbać o tradycje i zwyczaje adwentowe, bo moje dzieci są małe i świat dopiero teraz staje przed nimi otworem. Wszystko je ciekawi, ze wszystkiego się cieszą. Poza tym dziś rodzice mają znacznie więcej możliwości, pomocy w postaci książek ciekawie wydanych i dostosowanych do wieku dzieci. Kalendarze adwentowe już nie są tylko okienkami z czekoladką. Dziś rodzice sami wykonują kalendarze. Owszem jest i coś dla ciała oraz dla ducha, ale przede wszystkim wspólnie z dziećmi wykonują adwentowe wyzwania. Dzieci wbrew pozorom chętnie podejmują różne formy postu czy jałmużny, nie oszukują, są niekiedy bardziej wytrwałe w postanowieniach niż my dorośli.

Cieszę się, że udało się nam z mężem stworzyć dom, w którym dzieci czekają na Adwent z wielką nadzieją, w swoim dziecinnym jeszcze pojmowaniu świata. Wspólnie co roku wykonujemy wieniec adwentowy, lampiony, iluminacje świetlne, czytamy książki świąteczne, oglądamy filmy o Bożym Narodzeniu. Częściej sami wykonujemy ozdoby i prezenty pod choinkę. A przy tym towarzyszą nam już zimowe i czasami okołoświąteczne piosenki, które już powoli wprowadzają nas w klimat Bożego Narodzenia. Jednak najważniejszą rzeczą w Adwencie jest wspólne uczestniczenie w codziennych roratach. I wbrew ogólnej opinii Msza roratnia nie jest Mszą stricte dla dzieci. To właśnie czas dla całych rodzin, to chwila kiedy towarzyszy się Matce Bożej w Jej drodze do Betlejem i w powitaniu na świecie Zbawcy. Owszem wiele jest w tej Mszy elementów dla dzieci, przybliżane są żywoty świętych i sług Bożych. To ogromne wyzwanie dla mnie jako mamy, by pomóc synkowi rano wstać, przygotować zadanie do wykonania, zadbać o odpowiednią atmosferę, by uczestnictwo we Mszy nie było dla niego tylko nudnym obowiązkiem. Dodajmy, że dla trzylatka wstawanie na 6:30 od poniedziałku do soboty aż do świąt jest nierzadko trudne. Ale daje radę i co najważniejsze – robi to z dość dużym entuzjazmem.

W okresie adwentowym naprawdę nie jest nudno. Czas do świąt, który mógłby się wydawać długi, jest z pewnością czasem dobrze spożytkowanym. Oddzielny temat stanowią porządki świąteczne, które przy takich maluchach są trudne do wykonania w satysfakcjonujący sposób. Na szczęście z roku na rok coraz mniej mnie stresują i umiem już odpuszczać pewne rzeczy. Jestem zadowolona, że na pierwszym planie w naszym domu są właśnie zwyczaje adwentowe. Przy dzieciach symbolika tego okresu liturgicznego nigdy wcześniej nie miała takiego wydźwięku. Pomimo iż jest to czas również pokuty i zadumy, jak chociażby w okresie Wielkiego Postu, to jednak napawa mnie większą nadzieją i radością.