Jezus zawołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. Mówił do nich: „Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, tam pozostańcie i stamtąd będziecie wychodzić. Jeśli was gdzie nie przyjmą, wyjdźcie z tego miasta i strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim”. Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie.

 

Piękne i mocne słowa z mocą. Problem w tym, jak je odnieść do siebie, skoro mowa jest o mocy danej apostołom – nie wszystkim uczniom, ale konkretnej Dwunastce… Zatem nie podejmiemy refleksji o mocy nad złym, nad chorobami…

Pomyślmy jednak o tym, co każdy z nas może zrobić na wzór apostołów – o metodzie rozprzestrzeniania Dobrej Nowiny…

Wyszli i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię… Oto metoda Jezusa – nie stacjonarna ambona, pod którą zainteresowani przyjdą sami, ale wyjście im naprzeciw, by dać szansę usłyszenia Dobrej Nowiny o zbawieniu… Powie ktoś – ale zdecydowana większość już usłyszała… Hmm… dlatego lepiej usiąść wygodnie w domu i odpalić telewizor czy radio – nawet z pobożną audycją? To świata nie zmieni – mija dwa tysiące lat głoszenia Dobrej Nowiny, a ciągle człowiekowi wiele zostało do porzucenia na drodze nawrócenia…

Przywykliśmy do społecznych konwenansów – także tych chrześcijańskich. A te w końcu tracą swoją siłę oddziaływania i na naszych oczach pęka fundament społeczności, które wybierają już nie tylko grzech przeciw Bogu, ale w swej perfidii obracają się przeciw naturze!

A brakło tak niewiele –  niewielkiego wysiłku naszego świadectwa. Aby pójść do sąsiadów i pogadać o Bogu, podzielić się swoją wiarą, nie tylko w bezimiennym tłumie niedzielnych Mszy Świętych, ale w konkrecie spotkania twarzą w twarz. Wiara rodzi się ze spotkania, więc nie narzekajmy, że świat od wiary odchodzi, skoro tak niewiele robimy, aby się dla wiary spotkać…

Tylko powrót do ewangelicznej metody działania może ożywić Kościół, a za nim świat chylący się ku upadkowi…