Jezus powiedział do swoich uczniów: "To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał — aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje".

 

Trzy prawdy, trzy wskazania, trzy określenia miłości można odczytać z dzisiejszego fragmentu Ewangelii.

Po pierwsze – miłować trzeba tak jak Jezus. To jedyna miara, do której trzeba nam codziennie dorastać. Szczytem jest ofiara życia, poświęcenie, oddanie. Tak uczynił On. Nie ma większej miłości od tej, którą pokazał nam Jezus. On do końca nas umiłował.

Po drugie – miłość objawia się w przyjaźni, w relacjach bliskości, osobistej więzi, która jest odkryciem serca przed drugim. Już nie sługa, już nie ten, który coś musi, do czegoś jest zobowiązany, ale przyjaciel, przed którym nie ma sekretów, który ma wgląd w tajemnice serca i w zamiary na przyszłość. Przyjaźń, która daje dostęp do najgłębszych zakamarków serca.

Wreszcie po trzecie – miłość to wybranie. To uprzedzające wołanie i powierzenie najpiękniejszej roli, jaką jest owocowanie tym, co widzimy i obserwujemy u Jezusa – owocowanie dobrem, serdecznością, miłosierdziem; owocowanie wrażliwością na drugiego człowieka, pomocą. Ta miłość wybierająca i powołująca wymaga wytrwania, stałej wierności. A wierność sprawia, że dając, otrzymujemy, a prosząc o cokolwiek, jesteśmy tym ubogaceni przez Ojca. Warunek jest jeden – miłować się wzajemnie taką miłością jak Jezus i w takim wymiarze jak On.