Po opuszczeniu synagogi w Kafarnaum Jezus przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosił Go za nią. On, stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im. O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: „Ty jesteś Syn Boży”. Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem. Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. Lecz On rzekł do nich: „Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany”. I głosił słowo w synagogach Judei.

 

Pierwszy cud uzdrowienia, jakiego dokonał Jezus, to według relacji św. Łukasza uzdrowienie teściowej Piotra… z gorączki. Tak niewielka rzecz, tak mały gest, tak prosty znak, prawie nic – a jednak gest miłości. To błahostka, tak by się mogło wydawać, a pobudziła do dalszej miłości, bo teściowa odpowiedziała na nią, usługując Jezusowi. Miłość przyzywa miłość (por. Ps 42,8). Wystarczy mały gest szczerej miłości, by wzbudzić ją w drugim człowieku, by obudzić pragnienie doświadczania tej miłości. Zwabieni miłością Jezusa jeszcze tego samego dnia zaczęli się garnąć do Niego wszyscy, którzy byli w jakiejkolwiek potrzebie: chorzy, cierpiący, opętani…

Ile miłości ja mogę dać mojemu bliźniemu? Wystarczy na początek tak niewiele…

Zadanie na dziś: podziel się bezinteresownie miłością z jakimś potrzebującym człowiekiem.