A oto zjawił się przed Nim pewien człowiek chory na wodną puchlinę. Wtedy Jezus zapytał uczonych w Prawie i faryzeuszów: Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie? Lecz oni milczeli. On zaś dotknął go, uzdrowił i odprawił. A do nich rzekł: Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz, nawet w dzień szabatu? I nie mogli mu na to odpowiedzieć.

 

Powyższe wydarzenie opisane na kartach ewangelii w redakcji św. Łukasza, daje każdemu wierzącemu moment do refleksji nad swoimi oczami. Niezwykły dar, którego czasem na co dzień nie doceniamy. Kiedy coś złego zaczyna się z nim dziać, najczęściej wtedy uświadamiamy sobie, że ciężko bez tego daru żyć. Dlaczego akurat chodzi o oczy? Zaraz się okaże…

Jezus udaje się na posiłek i to nie do byle kogo, do samego przywódcy faryzeuszów. Wchodzi w gniazdo węży! Zna ich serca, zna ich niecne plany, a jednak tam idzie, bo jak się zaraz okaże dokona kolejnego znaku. Jednak jego obecność wielu się nie podoba. „Śledzą Go”. Oczy faryzeuszów śledzą Jezusa, aby podchwycić Go na jakimś czynie. Zatrzymajmy się przez chwilę nad tym zdaniem. Trzeba zauważyć, że czasem można kogoś śledzić, aby zobaczyć jego życie, sposób działania, mówienia i samemu tak postępować. Śledzić i naśladować. Śledzimy życie świętych, rozczytujemy się w ich dziełach, by potem móc samemu wcielać wiele ciekawych rad i wskazówek we własne życie. To wykorzystanie oczu, w tym momencie do śledzenia, okazuje się czymś pozytywnym i pożytecznym.

Jednak śledzenie może mieć też inny cel. Śledzić by kogoś złapać na jakimś upadku, a nawet świadomie ustawić podstęp, a potem wykorzystać to. Dokładnie, z takim przypadkiem mamy do czynienia w opisywanej przez św. Łukasza sytuacji. Oczy faryzeuszów śledzą Jezusa, aby Go na czymś chwycić. 

Ni stąd ni z owąd pojawił się człowiek chory. W jego organizmie gromadzi się zbyt dużo wody. Staje przed Jezusem. Jest szabat, który zakazuje podejmowania jakiegokolwiek działania. I w tym właśnie momencie przychodzi czas na inne spojrzenie – miłosierne oczy Jezusa. To one dostrzegają człowieka cierpiącego. Te miłosierne oczy Jezusa widzą cierpienie. Jakaż ogromna różnica korzystania z daru wzroku. Można patrzeć by czynić zło, ale można spojrzeć i zobaczyć drugiego człowieka, aby uczynić dobro. Jezus uczy jak z daru wzroku korzystać. Aby dobrze patrzeć trzeba dołączyć też serce. 

Jednak zanim Jezus uzdrowi człowieka zadaje faryzeuszom pytanie: „Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie?”. Spotyka się z milczeniem. Nie przeciągając całej sytuacji Jezus dotyka go, uzdrawia i odsyła. Ile to mogło potrwać? Minutę, dwie…? Konkretnie, bez jakiegoś owijania w niepotrzebne słowa, ale czyn. Kiedy Jezus odesłał uzdrowionego, daje swoim współbiesiadnikom lekcje. Tę lekcję moglibyśmy śmiało zatytułować: „Odarci z obłudy”. „Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz, nawet w dzień szabatu?”. Faryzeusze, którzy towarzyszyli Jezusowi doskonale wiedzieli jak żyli i co robili. Znowu zapanowała cisza. W tych kilku zdaniach faryzeusze dwukrotnie milczą! Nie potrafią nic odpowiedzieć Jezusowi. Ich ślepe oczy zatrzymały się tylko na sobie i przekonaniu o własnej świętości i nieomylności. Nie wiemy czy to wydarzenie otworzyło, przynajmniej niektórym spośród faryzeuszów, oczy serca na dotychczasowe ich zakłamane życie. 

Zachęcam każdego z nas, abyśmy popatrzyli także na nasze oczy. Czy patrzymy oczami miłości? Czy nasze oczy widzą dobro i chcą się tym dobrem dzielić? Czy nasze oczy dostrzegają też zło i chcą z nim walczyć? Czy nasze oczy są miłosierne i dostrzegają człowieka potrzebującego? Św. Brat Albert Chmielowski i jego oczy miłosierdzia wobec tych najbiedniejszych i pogardzanych. Św. Maksymilian i jego oczy dostrzegające Franciszka Gajowniczka. Św. Matka Teresa z Kalkuty i miłosierne oczy skierowane na ludzi dotkniętych chorobą. Można by wiele takich przykładów mnożyć. 

Potrzeba ciągle modlić się o miłosierne oczy! Oczy dostrzegające piękno stworzonego świata i piękno stworzonego człowieka. 

Piękną modlitwę pozostawiła nam św. Faustyna Kowalska i tą modlitwą zakończę: „Dopomóż mi do tego, o Panie, aby oczy moje były miłosierne, bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich, i przychodziła im z pomocą” (por. Dz. 163).