Powstał Eliasz, prorok jak ogień, a słowo jego płonęło jak pochodnia. On głód na nich sprowadził, a swoją gorliwością zmniejszył ich liczbę. Słowem Pańskim zamknął niebo, z niego również trzy razy sprowadził ogień. Jakże wsławiony jesteś, Eliaszu, przez swoje cuda i któż się może pochwalić, że do ciebie jest podobny? Ty, który zostałeś wzięty w wirze ognia, na wozie zaprzężonym w ogniste rumaki. O tobie napisano w karceniach dotyczących przyszłości, że masz uśmierzyć gniew, zanim zapłonie, by zwrócić serce ojca do syna i pokolenia Jakuba odnowić. Szczęśliwi, którzy cię widzieli, i ci, którzy w miłości posnęli, albowiem i my na pewno żyć będziemy.

 

Wydaje się, że nie trzeba charakteryzować proroka Eliasza, którego imię nie pozostawia żadnych wątpliwości co do misji, celu życia i sensu powołania – „BÓG JEST MOIM BOGIEM”. Autor Mądrości Syracha dodatkowo określa istotę jego drogi – „ukoić gniew, nim wybuchnie, (…) serce ojca skierować do syna i umocnić pokolenia Jakuba” (48,10). W kontekście pragnienia czasów mesjańskich przekonanie o pojawieniu się Eliasza przygotowującego naród na spełnienie obietnicy Bożej zakorzeniło się mocno w świadomości Izraela. Stąd konkretne zadania, z którymi ma się zmierzyć prorok. 

Oczywiście czytam dziś to słowo, wiedząc o wypełnieniu pragnienia Ojca Niebieskiego i z wyznaniem wiary, że Jezus Chrystus jest „i Panem, i Mesjaszem” (Dz 2,36). Dlatego zatrzymuje mnie nie tyle osoba Eliasza, ile bardziej pytanie, czy i na ile jego misja jest skuteczna w moim życiu…

Zadania Eliasza stają się rachunkiem sumienia i na szczęście mobilizują do wytrwałości w adwentowym oczekiwaniu na miłość zdolną wszystko naprawić, uzdrowić i zbawić.