Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc z powodu tłumu w żaden sposób przynieść go, wyszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. On widząc ich wiarę, rzekł: „Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić: „Któż On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Któż może odpuszczać grzechy prócz samego Boga?” Lecz Jezus przejrzał ich myśli i rzekł do nich: „Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż jest łatwiej powiedzieć: "Odpuszczają ci się twoje grzechy", czy powiedzieć: "Wstań i chodź?" Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów” — rzekł do sparaliżowanego: „Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu”. I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do domu, wielbiąc Boga.

 

Choć dzisiejsza "akcja" z Ewangelii od strony niosących paralityka wymagała raczej siły fizycznej niż duchowej, to pomyślałem, że ich czyn można porównać z modlitwą wstawienniczą. Faktycznie, fizycznie przychodzą do Jezusa z prośbą o uzdrowienie osoby, która musiała być dla nich ważna. Uważam, że mogę zaryzykować taki wniosek, bo ciężko dla chorego się napracowali, nawet rozebrali dach! 

Po drugie w tym tekście widzę konieczność bliskości Jezusa, aby otrzymać uzdrowienie. Tragarze nie czekali z chorym przed drzwiami na swoją kolejkę, ale użyli fortelu czy nawet dokonali zniszczenia (?), aby tylko paralityk mógł znaleźć się w bliskości Jezusa. 

I po trzecie sam Jezus pokazuje priorytety swojego posłannictwa: najpierw przebacza grzechy, potem dokonuje uzdrowienia fizycznego.